Skrzypek Zygmunt Dziadak (1929-99) urodził się i mieszkał w małej wsi Rozdziały, położonej niedaleko Narwi, w gminie Obryte, należącej do najstarszej w Puszczy Białej parafii Zambski (XI/XII w.), założonej przez benedyktynów płockich. Zambski nawet przez 100 lat były miastem (1428-poł XVI w.). Dzisiaj najbliższą parafią jest Sokołowo Włościańskie.
Uczył się grać m.in. od ojca - Stanisława Dziadaka (1910-81), który był basistą. Rodzice Stanisława to Antoni i Marianna z Jaworskich. Zygmunt Dziadak był dobrym skrzypkiem, grywał w okolicy na weselach i przy wszelkich innych okazjach. Dumny był z tego, że z grajki był w stanie postawić dom, do którego zapukałem w 1996 r. Niestety był już wtedy poważnie chory, wznowił się po kilku latach nowotwór. Lubił muzykę, dlatego nie miał chęci do grania, wiedząc, że osłabienie i choroba sprawiają, że jego gra w niczym już nie przypomina tego, co było kiedyś. A i skrzypce od święta wyjmowane z futerału dla kilku melodii zagranych domownikom nie brzmiały tak jak dawniej.
Na moją prośbę zebrał się jednak w sobie, czego efektem są niniejsze nagrania. Nie był w stanie przypomnieć sobie starszego repertuaru, na odchodnym obiecał, że postara sobie przypomnieć i żeby przyjechać jeszcze. Choroba jednak szybko postępowała i kiedy przyjechałem znów był już chory obłożnie. Nawet jeździłem po leki dla niego i konsultowałem się z warszawskim lekarzem. Było już jednak zdecydowanie za późno.
Początkowo nieufny, okazało się, że jest ciepłym i dobrym człowiekiem, polubiłem go.
Remigiusz Mazur-Hanaj